fotografia, małżeństwo, podróż poślubna

Nasza podróż poślubna część II – A Ty jakim typem podróżnika jesteś?

nasza-podroz-poslubna-czesc-ii-a-ty-jakim-typem-podroznika-jestes

Z racji tego, że dzisiaj mija dokładnie rok od naszej wymarzonej podróży poślubnej postanowiłam trochę powspominać. Lubię czasami wrócić do tego co było, a już zwłaszcza do chwil dla mnie sentymentalnych. Zdjęcia idealnie pozwalają przenieść się do „raju” 😉 . A ucieczka od chłodu, który dzisiaj panuje na dworze to strzał w dziesiątkę 🙂 Jeśli chcesz być na bieżąco odsyłam do części pierwszej <klik> 🙂

Zaczynamy drugi dzień już nieco pewniej. Śniadanie dodało nam energii i z uśmiechem udaliśmy się na hotelowe leżaki. Mój zamysł był taki iż chciałam opalać się stopniowo. Nie spalić się od razu pierwszego dnia, ale też nie przyjechać niczym blada twarz. Jednak słońce chyba się ode mnie odbijało, bo kompletnie nic mnie nie łapało. Za to mój mąż spiekł się niemiłosiernie – co skutkowało szukaniem pobliskiej apteki i ratowanie się sprayem i kremem z aloesu (który w dalszej części wyprawy uratował mi życie!).

Delektowaliśmy się drinkami, bawiliśmy się razem z animatorami, którzy pojawiali się codziennie o godzinie 11:00 i organizowali różne aktywności. Był aerobik wodny, sudoku, pink-pong i dużo innych ciekawych zabaw. Przede wszystkim była bardzo pozytywna atmosfera, muzyka i uśmiechy ludzi. To był nasz moment relaksu i chwila, aby uwierzyć, że to wszystko dzieje się naprawdę! 🙂 Tego potrzebowaliśmy i te osiem dni naprawdę bardzo mocno nas do siebie zbliżyło.

Jeszcze zanim pojechaliśmy obiecałam sobie, że otworzę się na nowe smaki, spróbuję potraw, których nigdy nie miałam okazji tutaj poznać. Nie ukrywam, że obawiałam się tego i gdy przyszło co do czego to nie wiedziałam na co się zdecydować. Postawiłam na sushi, które… niestety nie przypadło mi do gustu. Następne były pierożki wypełnione dosyć dziwnym farszem i z przykrością stwierdziłam, że mam dosyć takich eksperymentów. Ostatecznie chodziłabym ciągle głodna! 😛

Po obiedzie spotkaliśmy znajomych, o których pisałam w części pierwszej i w czasie rozmowy bardzo polecili nam spacer wzdłuż oceanu, aż do małego miasteczka Faro De Maspalomas gdzie mogliśmy podziwiać zabytkową latarnię. Oczywiście długo się nie zastanawialiśmy i czym prędzej ruszyliśmy w daleką podróż – około 7 km 🙂 Po drodze odważyliśmy także zanurzyć się w Oceanie Atlantyckim -gdzie łatwo nie było, bo woda bardzo zimna, a fale nie dawały za wygraną. Jednak udało się z czego byliśmy mega dumni 🙂

Zaskoczeniem dla mnie był widok plaży dla samych panów, którzy ani trochę nie wstydzili się swoich atutów. Niektórzy może byliby zniesmaczeni, ale po kilku dniach pobytu na wyspie można dojść do wniosku, że to bardzo tolerancyjna wyspa. Związki homoseksualne są tam akceptowane i nikt nie kryje się z tym po kątach. Nikt nie jest wyzywany, obrażany i mierzony wzrokiem.
Wieczorem nie czuliśmy nóg, ale byliśmy szczęśliwi. Mąż spieczony na grillowanego kurczaka, jednak uśmiech nie schodził mu z twarzy. Za co go uwielbiam, że w każdej sytuacji potrafi znaleźć pozytywne aspekty i od tamtego momentu droczył się ze mną, że przyjedzie bardziej opalony 😀 Ja sobie pomyślałam „ja Ci jeszcze pokaże” i.. pokazałam, przedostatniego dnia 😀

To był jeden z naszych najaktywniejszych dni, ponieważ jesteśmy raczej z tych „leniwych”, którym do szczęścia potrzeba słońca, zimnych napoi, leżaków i dobrego humoru. Lubimy spacerować i zwiedzać, jednak co za dużo to nie zdrowo. Jechaliśmy tam przede wszystkim odpocząć i złapać dystans od pracy i codziennych obowiązków. To był wyjątkowy czas, którego nie przeleżeliśmy tak bardzo, ponieważ zdecydowaliśmy się na wycieczkę objazdową, o której opowiem Wam w następnym poście! 🙂

A Ty wolisz relaksować się nad basenem czy raczej wykorzystać jak najwięcej czasu na zwiedzaniu? 🙂

PS. w tym sezonie jest zajawka na flamingi, więc nie mogłam przejść obojętnie obok tego kapelusza 😀

0 Comments

Reply your comment

Your email address will not be published. Required fields are marked*